Z Cienfuegos udajemy się w dalszą podróż po terenach wyspy. Tym razem zmierzamy w miejsce z dala od uroków miast i zaproszę Was do przeczytania relacji, w której zagoszczą tereny zielone i pewni groźni "tambylcy".
"DROGA KRABOWA" I ZWIEDZANIE PÓŁWYSPU ZAPATA
Będą to obszary w rejonie Półwyspu Zapata. Jednak zanim tam dojedziemy trudno ominąć tzw. drogę krabową, która znana jest przez niezbyt pochlebnie leżące na drodze, lekko mówiąc szczątki krabów, które tędy próbowały się dostać do morza. Podobno zaczęły powstawać odpowiednie dla nich tunele, ale nadal droga była, jakby to powiedzieć czerwona.
Można jeszcze trafić na nurków, którzy w tych pobliskich wodach się zanurzali. Swoją drogą kolor wody niesamowity. A jeżeli dobrze w kamieniach popatrzycie, to może nawet uda Wam się wypatrzeć żywego reprezentanta skorupiaków.
Wracając jednak do półwyspu to trzeba wspomnieć, że są to przede wszystkim tereny bagniste i namorzynowe. Dlatego, aby nieco zapoznać się z tym obszarem potrzebna będzie motorówka albo inna łódź.
KOMU MIĘSKO Z KROKODYLA?
Zanim jednak do niej wsiądziemy, przejdziemy się po farmie krokodylów. Tych małych i tych dużych. Dla odważnych w restauracji czeka do skosztowania mięso krokodyla, najprawdziwsze w świecie. Gdybym miała porównać te mięso do tych bliżej nam znanych to chyba najbliższe było smakowo mięsie z szynki albo ewentualnie karkówki.
Oczywiście takie miejsce nie obędzie się bez straganików po drodze oferujących sprzedaż biżuterii czy zębów krokodyla ( spokojnie, nie wyrywają ich celowo). Tylko jedna uwaga, dobrze sprawdźcie tego zęba, bo przy jednym straganie za 4peso mieliśmy autentyk. Z kolei gdzieś obok, był w sprzedaży za 1peso, ale bliższe było takiemu z plastiku.
NAJMŁODSZE KROKODYLE
Idąc do najmłodszych krokodylków miniecie za zagrodą jakieś gryzonie, żółwie; a w stawie ledwo bo ledwo rybę porównywaną z tymi prehistorycznymi.
Potem już mamy za kratami mnóstwo małych gadów, a po przeciwnej stronie za 1peso możemy zrobić sobie fotkę z jednym malcem w śmiesznym kapelusiku. W dotyku powiem Wam jakby dotykać..hmm.. gumę... trudno do czegokolwiek przyrównać. na pewno sprawia wrażenie jakby nie był prawdziwy, ale sztuczny. Bardzo śmieszne wrażenie.
DOROSŁE GATUNKI
Dalej już mamy dorosłe gatunki, których już nie pogłaszczemy, chyba że chcecie go nakarmić swoją ręką. Żarcik.
Możemy podziwiać je z dołu i to prawie na wyciągnięcie ręki albo z platformy uważając, by wystawiając aparat do zdjęcia nie upuścić go na pożarcie. Na pewno nikt Wam tam nie wejdzie i go nie sięgnie, o ile by się po drodze nie roztrzaskał.
Możemy podziwiać je z dołu i to prawie na wyciągnięcie ręki albo z platformy uważając, by wystawiając aparat do zdjęcia nie upuścić go na pożarcie. Na pewno nikt Wam tam nie wejdzie i go nie sięgnie, o ile by się po drodze nie roztrzaskał.
Trzeba mieć świadomość, że krokodyle tej odmiany, czyli kubańskiej czy perłowej zostały uznane za zagrożone wyginięciem. Kiedyś mocno je tępiono, stąd taki efekt dzisiaj. Wielka szkoda.
PRZEJAŻDŻKA PO TERENACH BAGNISTYCH I NAMORZYNOWYCH
Potem pozostaje nam wsiąść do łodzi motorowej i udać się na przejażdżkę po bagnistych terenach półwyspu. Tylko uprzedzam będzie mocno pryskało, a osoby siedzące na końcu łodzi będą mieli z głowy prysznic. Tak czy owak uwaga na sprzęt.
WIOSKA INDIAN TAINO
Zanim popłyniemy z powrotem zahaczymy tam o małą "wysepkę"", gdzie zbudowano skansen wioski Indian Taino, którzy niegdyś zamieszkiwali te tereny, zanim jeszcze odkryto Kubę. Mamy chaty Indian i figury pokazujące czym się zajmowali. Mnie to akurat najmniej zachwyciło, jeśli mam być szczera, ale sama okolica jak najbardziej.
Na tym kończy się zwiedzanie półwyspu. Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu.
Kto ma ochotę na mięsko z krokodyla? Heh.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz